niedziela, 27 stycznia 2013

Muzyka Armageddonu


"Black Ships Ate The Sky"
Current 93
Durtro/Jnana
2006

Ocena: **** i pół


„Kiedy usłyszysz imię i nazwisko ‘David Tibet’, pokłoń się” – napisał jeden z recenzentów. Czynię to z ochotą, bo nowa płyta grupy Current 93, której Tibet jest liderem, to powrót do wielkiej formy. I powód do kolejnych nieprzespanych nocy, które spędzone zostaną na rozmyślaniach o końcu świata.

Twórczość Current 93 jest dla Davida Tibeta sposobem na przekazanie tego, co od lat nawiedza go w snach, wizjach, koszmarach i objawieniach. Żyje on w swoim hermetycznym świecie, w którym nieustannie odnajduje kolejne znaki nadchodzącej Apokalipsy. Nie inaczej jest tym razem, a tytułowe Czarne Statki, Które Pożarły Niebo to wehikuły, na których przybywa sam Antychryst.
W osobistej, skomplikowanej teologii Tibeta odnaleźć można ślady satanizmu, okultyzmu spod znaku Aleistera Crowleya, pogańskich tradycji ludów Północnej Europy, buddyzmu i hinduizmu oraz przeróżnych herezji chrześcijańskich. W ostatnich latach coraz silniejsze okazują się u niego fascynacje mistycznym katolicyzmem i gnostyckimi Ewangeliami. Podobnie zmieniała się muzyka Current 93: początkowo zorientowana industrialno-rytualnie, stopniowo łagodniała i cichła, coraz mocniej akcentując wpływy acid-folka i akustycznych brzmień. Nieważne jaki ostatecznie kształt przybierały dźwięki na kolejnych płytach, rezultaty zawsze były zadziwiające. Dzieje się tak nie tylko z powodu niewątpliwego talentu samego Davida Tibeta, ale także dlatego, że zawsze miał on szczęście do współpracowników. Current 93 zawsze było czymś w rodzaju otwartej wspólnoty, dzięki czemu przez jego szeregi przewinęła się cała plejada artystów, nawet tak znanych jak Bjork czy Nick Cave. Warto również pamiętać o tym, że to właśnie Tibet odkrył Antony’ego (z Antony & The Johnsons), nad którego drugą płytą („I Am A Bird Now”) rozpływają się w zachwytach krytycy najmodniejszych czasopism. A przecież jego debiutancki album, wydany przez lidera Current 93, jest dużo lepszy!



Muzycznie „Black Ships Ate The Sky” to powrót do brzmień arcydzieła, jakim jest płyta “Thunder Perfect Mind”, a nawet wcześniejszego “Earth Covers Earth”. Proces nagrywania i produkcji trwał aż cztery lata, ale rezultat jest powalający. I tym razem lista gości brzmi jak who-is-who na scenie muzyki alternatywnej, brak tu miejsca na wymienianie wszystkich. Powracają starzy znajomi, jak Baby Dee, Steven Stapleton (z Nurse With Wound) czy Michael Cashmore, ale są i nowe twarze, chociażby Ben Chasny (z folkowo-psychodelicznego Six Organs Of Admittance), Marc Almond (ex-Soft Cell) czy Will Oldham a.k.a. Bonnie „Prince” Billy, nazywany czasem „bardem death country”. Album dzieli się niejako na dwie części, pierwszą z nich stanowią „typowe” kompozycje Current 93, w których melodeklamacjom Tibeta towarzyszą głównie 
delikatne dźwięki gitar Cashmore’a i Chasny’ego oraz niepokojące drony i odrealnione odgłosy, preparowane przez szalonego alchemika Stapletona. Drugą część stanowi osiem interpretacji hymnu „Idumea”, który napisał ponad 300 lat temu Charles Wesley, jeden z liderów ruchu Metodystów. Każdą z wersji śpiewa inny wokalista, jedna piękniejsza od drugiej. Tutaj na największe uznanie zasługuje trójca Marc Almond, Baby Dee i Bonnie ‘Prince’ Billy, których wykonania po prostu porażają. Zaskakująco blado wypada tutaj Antony, natomiast miło zaskakuje obecność Shirley Collins, która w latach 50. i 60. była jedną z najważniejszych postaci odrodzenia angielskiej muzyki folkowej. „Idumea” swobodnie płynie pomiędzy innymi kompozycjami na płycie, pojawia się również na jej początku i końcu, spinając niczym klamra te 76 minut niebiańskiej muzyki. 

To płyta pełna małych i wielkich tajemnic, apokaliptycznych wizji, absurdalnego poczucia humoru i zagadkowych tekstów. Pozornie zupełnie odrealniona, paradoksalnie oddaje znakomicie ducha początku XXI wieku. Wieku, w którym Czarne Statki zapełniają nieba nad kolejnymi krajami, niosąc śmierć i zniszczenie w ogniu. Wieku, w którym przywódca najpotężniejszego państwa świata wierzy święcie w powtórne przyjście Chrystusa i nieuchronny Armageddon. Current 93 mocno wbija pazury w kręgosłup i 
potrafi dogłębnie wstrząsnąć słuchającym. Jeśli jakąś muzykę można nazwać psychoaktywną, to właśnie tę.

Wydanie „Black Ships Ate The Sky” w zadziwiający sposób zbiegło się w czasie z renesansem popularności współczesnego folka, dzięki takim artystom jak Devendra Banhart, Animal Collective czy Joanna Newsom. To znakomita okazja dla kolejnych słuchaczy, żeby odkryli dla siebie twórczość Current 93. Niepowtarzalnej grupy, która w tym polu pozostanie niedoścignionym wzorcem, której nowe pokolenie muzyków zawdzięcza tak wiele. Czasem zupełnie nieświadomie. 

[opublikowano w magazynie Relaz.pl - sierpień 2006]




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz