wtorek, 5 lutego 2013

Nie można zabić warzywa strzelając mu w głowę...


„Obrazy Grozy - 6 - Saga o potworze z bagien”
Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: Stephen Bissette, John Totleben
Egmont

Ocena: ****

Kiedy w pierwszej połowie lat 80. seria „Swamp Thing” po zaledwie 19 numerach znajdowała się w stanie śmierci klinicznej, za sterami stanął Alan Moore – scenarzysta dopiero na początku wielkiej kariery, która zaowocuje później takimi dziełami, jak „Strażnicy”, ”V jak Vendetta”, „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” czy „From Hell”. Wydawnictwo DC niedwuznacznie dało Anglikowi do zrozumienia, że czasu na odwrócenie losów tego komiksu ma niezwykle mało. Ten zadziałał więc błyskawicznie: w jednym zeszycie pozamykał wszystkie wątki oraz... zabił głównego bohatera. Kolejne siedem numerów odmieniło fortunę serii oraz oblicze komiksu w ogóle (przy dziełach Moore’a to zdanie pada często, ale zawsze jest to prawda) – to właśnie dzięki „Sadze o potworze z bagien” powołano do życia wydawnictwo Vertigo, cenione do dziś za przełomowe „powieści graficzne”, skierowane do starszego i bardziej wyrobionego odbiorcy, w którym skrzydła rozwinąć mogli, obok Moore’a, m.in. Neil Gaiman, Grant Morrison, Warren Ellis, Jamie Delano czy Peter Milligan.

W czym tkwiła tajemnica sukcesu zabiegu Alana Moore’a?
Przede wszystkim zerwał z ludzkimi korzeniami Potwora z Bagien, czyniąc go żyjącą i myślącą rośliną. Główny bohater już na początku historii dowiaduje się przerażającej prawdy o sobie, w rezultacie czego zanurza się głębiej i głębiej w świecie Natury, stając się jednością z florą. Ta mityczna Zieleń ma w sobie coś z krain, po których podróżują pogrążeni w transie szamani. Podobnie coś szamańskiego jest w doznaniach Potwora, który przeżywa śmierć i odrodzenie, zanim odzyska człowieczeństwo i pogodzi się ze swoim losem, odnajdując w końcu upragniony spokój.  Moore z łatwością łączy wątki magiczne, mitologiczne i psychologiczne z tradycyjną powieścią grozy (za co słusznie chwali go w przedmowie pisarz Ramsey Campbell) i horrorem – co później stanie się niejako wizytówką wydawnictwa Vertigo. Jego narracja jest bardzo oszczędna, ale zawsze zadziwiająco naładowana znaczeniami, wykraczającymi daleko poza słowa. W tym komiksie dużo dzieje się w drobnych szczegółach rysunków (niestety w polskim wydaniu efekt psują koszmarnie jaskrawe i ohydne kolory), urywkach dialogów, zabiegach stylistycznych (np. kończenie jednej strony i zaczynanie drugiej tym samym). Angielski scenarzysta jak nikt potrafi snuć historię, czy to bardziej refleksyjną i zadumaną, czy też prawdziwie przerażającą (szczególnie w części dotyczącej mrocznej strony dziecięcych strachów nocnych).



„Saga o potworze z bagien” to najlepszy przykład na to, ile może zdziałać utalentowany twórca, kiedy dostanie wolną rękę. Alan Moore nie tylko całkowicie przedefiniował postać Swamp Thinga, ale tchnął nowe życie w starych, mało znaczących, dawno nie widzianych bohaterów (Floronic Man, ogarnięty obsesją odwetu świata roślinnego na ludziach czy Demon Etrigan, mówiący zagadkami i rymami). Pamiętajmy, że to nadal uniwersum DC, które zaludniają przecież ubrani w kolorowe trykoty superherosi z Supermanem, Flashem i Green Lanternem na czele -  cała Liga Sprawiedliwości zresztą pojawia się gościnnie w tym komiksie. Moore znalazł tutaj jakoś miejsce dla budzących grozę historii i czającego się w mroku Zła, wobec którego stalowe pięści, olbrzymia szybkość czy kosmiczne promienie są bezsilne. Dla takich właśnie opowieści stworzone zostało Vertigo i w późniejszych numerach „Potwora z bagien” (kiedy to seria naprawdę nabiera rozmachu) pojawia się pierwszy raz osobnik, który stanie się jedną z najsłynniejszych (anty)bohaterów tego wydawnictwa – John Constantine, nie rozstający się z prochowcem i papierosami cyniczny mag z Londynu, o którego przygodach opowiada seria „Hellblazer”.

A przecież wystarczyło, żeby Alan Moore nie wziął się za „Swamp Thinga” i cały pokaźny kawał komiksowej spuścizny mógłby po prostu nigdy nie powstać. Nie chciałbym się obudzić w takiej alternatywnej rzeczywistości, w której zabrakłoby Vertigo.

[opublikowano na portalu Gildia.pl - sierpień 2007]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz